Guitar Shorty, legenda gitary, której przypisuje się inspirowanie wielu artystów z kręgu blues i rocka – w tym młodego Jimiego Hendrixa – zmarł w wieku 87 lat, potwierdzili jego przedstawiciele. Gitarzysta – który w toku swojej ponad 60-letniej kariery, koncertował z takimi tuzami jak Ray Charles, Guitar Slim i Sam Cooke – zmarł z przyczyn naturalnych w środę (20 kwietnia) w swoim domu w Los Angeles, podała w oficjalnym oświadczeniu Alligator Records.

Fragment artykułu Ryszarda Glogera pt. “Guitar Shorty – Blues i fikołki”, jaki ukazał się w TB82: Gdyby dzisiaj ten mocno zaawansowany wiekowo artysta chciał zwrócić na siebie uwagę, krótki filmik z jego wyczynami wrzucony do sieci, zapewne dałby mu przepustkę do błyskawicznej kariery. Od samego początku nie pasował do obrazu typowego grajka, który siedzi przed swoją chatą gdzieś na odludziu w rejonie Delty Mississippi i śpiewa smętnego bluesa przy akompaniamencie lekko niestrojącej gitary. Dave zawsze chciał przyciągać uwagę, zaskakiwać a nawet wzbudzać zachwyt. Występy publiczne były jego żywiołem od najmłodszych lat To, co robił na scenie równolegle grając bluesa na gitarze, działo się blisko 60 lat temu. O karkołomnych i efektownych wyczynach gitarzysty mogli się przekonać jedynie bywalcy małych klubów w różnych zakątkach USA. A rzeczywiście na żywo ten teksański gitarzysta robił piorunujące wrażenie. Wypełniał sobą scenę, był nieokiełznany i dziki w sposobie gry na gitarze. Jego historia jest wspaniała i smutna zarazem. To przypadek kariery, która potoczyła się znacznie poniżej poziomu jego talentu, umiejętności i możliwości twórczych. Jeszcze dziś ten niepozorny muzyk dość często pakuje swoje gitary i wzmacniacze do starej terenówki, by pojechać 100 mil na koncert w jakimś kalifornijskim klubie.